Relacje 2019


Babia Góra na Dzień Kobiet 03.03.2019
Kraków Podgórze 10.02.2019
Rydlówka 06.02.2019
Zielony Staw Kieżmarski 03.02.2019
Częstochowa 06.01.2019
Hrobacza Łąka 01.01.2019

Podhale 8-10.03.2019

W tym roku, zamiast wyjazdowego świętowania Walentynek, postanowiliśmy uczcić w ten sposób Dzień Kobiet. Po wyjazdach za różne granice w minionych latach ten weekend postanowiliśmy spędzić na Podhalu.

W piątkowe popołudnie wyjechaliśmy z chrzanowskiego Placu Tysiąclecia i wkrótce dotarliśmy do pensjonatu Cztery Pory Roku w Kościelisku. Po zakwaterowaniu i posileniu się zebraliśmy się w miejscowej sali bilardowej, gdzie rozpoczęła się zabawa przy świetnej muzyce z maszyny (zestaw nagrań Józka chwaliłem już przed rokiem a teraz, po zmianach, jest jeszcze lepszy). Wyjątkowa okoliczność – Dzień Kobiet, radość ze spotkania się i wspólnej zabawy oraz drobny poczęstunek powodowały, że tańce trwały dłuuugo. Nikomu nie przeszkadzaliśmy, bo zlokalizowana w podziemiu sala jest dobrze izolowana akustycznie.

W sobotni poranek po śniadaniu członkowie zarządu Oddziału i inni zaproszeni zebrali się ponownie w znanej nam już sali, by podsumować miniony rok, kolejny z wieloma atrakcyjnymi wycieczkami, rosnącą liczbą członków Oddziału i niezłym wynikiem finansowym (nie dla zysku prowadzimy naszą działalność ale pieniądze są do jej prowadzenia niezbędne, więc na ten aspekt też musimy zwracać baczną uwagę).

Po zakończeniu zebrania wyjechaliśmy wszyscy do Kir, by odwiedzić Dolinę Kościeliską. Prognozy pogody były niezachęcające (przewidywano opady w ciągu dnia i silny wiatr) ale przejście Doliną nie było zagrożone. Co prawda widoki były ograniczone, droga na długich odcinkach śliska a potem dodatkowo mokra, ale przejście piękną doliną zawsze jest atrakcją. Na Polanie Ornak zatrzymaliśmy się w schronisku PTTK, gdzie można było wygodnie usiąść, zjeść i wypić coś z plecaka lub skorzystać z oferty miejscowej kuchni.

Po odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Stawu Smreczyńskiego. Ten fragment trasy sprawił trochę kłopotów tym z turystów, którzy nie mieli kolców pod butami. Nad Stawem zatrzymaliśmy się na moment, żeby podziwiać otoczenie: pokrytą grubą warstwą śniegu taflę lodu i lekko zamglone góry.

Zejście do Kir wymagało znów wielkiej uwagi, szczególnie od tych, którzy nie uzbroili się w raczki lub raki. Ale nie musieliśmy się spieszyć i spokojnie wszyscy dotarli na parking. Wiatr wiał przez cały dzień niezbyt mocno a drobne opady mokrego śniegu nie przeszkadzały.

Po zebraniu się w autokarze wróciliśmy do pensjonatu, by zjeść obiad i przygotować się do wejścia do basenów. W Termach Chochołowskich napotkaliśmy wielki tłum ludzi, skuszonych wieczorną obniżką cen biletów (my też z niej skorzystaliśmy). We wszystkich basenach, w wannach z bąbelkami kłębiło się ludzkie mrowie. Ale cierpliwi skorzystali z wszystkich atrakcji. Po kilkugodzinnym przejściu wygrzanie kości i mięśni w ciepłej wodzie mineralnej każdemu dobrze zrobiło. Można było skorzystać z basenów na zewnątrz (woda ciepła ale powietrze nad nią – zimne), z groty solnej, z baru, z saun (to już za dodatkową opłatą). Dla mnie te trzy godziny w wodzie zupełnie wystarczyły.

A w pensjonacie jeszcze podgrupy kontynuowały spotkania integracyjne.

W niedzielę po śniadaniu i opuszczeniu pensjonatu przejechaliśmy do wylotu Doliny Strążyskiej. Tu nastąpił podział na podgrupy, począwszy od tych, którzy pojechali prosto do centrum Zakopanego, przez tych, którzy poszli tam Drogą Pod Reglami, tych, którzy doszli do wodospadu Siklawica w Dolinie Strążyskiej by wrócić Doliną Strążyską i dalej – Drogą Pod Reglami i wreszcie najambitniejszych, którzy przeszli przez Czerwoną Przełęcz i Sarnią Skałę (widoki z niej były bardzo ograniczone – krzyż na Giewoncie momentami znikał prawie zupełnie) do Doliny Białego. Tak, czy inaczej wszyscy dotarli w końcu pod skocznie i o umówionej porze zebrali się w autokarze, by wracać do domu. I bardzo dobrze, bo właśnie rozpadało się na dobre.

Deszcz padający cały czas podczas jazdy i pokazująca się piękna tęcza uzmysłowiły nam, że mieliśmy wielkie szczęście do pogody. Trochę wiało, troszkę padało (śnieg) w sobotę, było sporo chmur i mgieł, ale udało się nam dojść wszędzie, gdzie chcieliśmy i wrócić bez kłopotów. A cała reszta wycieczki była świetna, co podkreślali wszyscy uczestnicy umawiając się na podobny wyjazd za rok.

KP.

Babia Góra na Dzień Kobiet 03.03.2019

Tradycyjna wycieczka na Babią Górę z okazji Dnia Kobiet znów cieszyła się sporą popularnością, choć prognozy pogody nie były zachęcające. Zgodnie za zwyczajem, uczestniczące w wycieczce Panie otrzymały od Prezesa, oprócz życzeń, także słodkości i uściski.

Podjechaliśmy, jak zwykle, na Przełęcz Lipnicką i ruszyliśmy bez zbytniego pośpiechu w górę. Do Sokolicy towarzyszyła nam dość przyjemna pogoda – niebo nad nami było błękitne i nie czuliśmy wiatru. Ale już na Sokolicy, gdzie nie było osłony lasu – zawiało. A im wyżej podchodziliśmy, tym silniejsze były podmuchy. Jednak nie stanowiły one problemu nie do pokonania. Diablak spowity był przez gęstą chmurę i hulały na jego szczycie diable wiatry, więc nikt z licznie odwiedzających go turystów nie zatrzymywał się tu zbyt długo. Łyk herbaty z termosu, szybka kanapka, kilka zdjęć (fotografowanie się z bosymi stopami na śniegu też jest już naszą tradycją) i schodzimy w stronę Przełęczy Brona.

Widoczność była bardzo ograniczona przez chmurę – stojąc przy tyczce oznaczającej ścieżkę trudno było dojrzeć następną. Na szczęście nie było świeżego puchu, który zawiewałby ślady poprzedników i łatwo dało się dostrzec nakłucia po rakach na zmrożonym śniegu. Tak więc orientacja podczas zejścia nie stwarzała wielkich trudności. Po wejściu między drzewa można już było odetchnąć od wiatru. Kilka ambitniejszych osób weszło dodatkowo z Brony na Małą Babią, choć tam też nic nie było widać. Zejście z Brony zimą jest zawsze emocjonujące: strome odcinki kuszą do zjazdów na siedzeniu albo wymagają wielkiej uwagi, żeby nie zjechać mimowolnie. W końcu wszyscy dotarliśmy do schroniska PTTK na Markowych Szczawinach, gdzie było sporo czasu na oddech w cieple i bez podmuchów, na zupę, kawę, herbatę, czy jeszcze coś. Schronisko to nie ma takiego klimatu, jak poprzednie na tym miejscu, ale jako miejsce odpoczynku i posilenia się licznych rzesz turystów sprawdza się znacznie lepiej.

A potem czekało nas już tylko zejście do Podryzowanej, gdzie czekał na nas autokar i przejazd do Chrzanowa. Za względu na warunki pogodowe nie była to wycieczka w typie „lekkich, łatwych i przyjemnych” ale miłośnicy Babiej Góry, a jest ich sporo, byli zadowoleni.

KP.

  Kraków Podgórze 10.02.2019

Jeździmy dość regularnie na wycieczki do Krakowa, bo to najpiękniejsze (według mnie) miasto w Polsce i najważniejsze (znów według mnie) w naszej historii, bo ciągle można w nim odkrywać coś nowego, bo mamy do niego blisko, bo … jest jeszcze wiele argumentów, ale te wystarczą. Pojechaliśmy więc tam po raz kolejny, tym razem koncentrując się na Podgórzu.

Dzielnica ta, przez 130 lat samodzielne miasto, po dłuższym okresie zapomnienia i zaniedbania zyskuje obecnie nowe oblicze: na miejscu starych zakładów przemysłowych powstają zupełnie nowe obiekty różnego przeznaczenia – gospodarcze, mieszkalne, kulturalne, hotelowe. Lokalni patrioci zadbali o wyeksponowanie ciekawej historii tego miejsca i stworzenie warunków dla przyciągnięcia turystów. I to się udaje. Podgórze jest odwiedzane coraz liczniej.

My zaczęliśmy – zgodnie z biegiem historii – od najstarszego obiektu – Kopca Krakusa. Mieliśmy tu dużo szczęścia, bo dobra widoczność umożliwiła nam podziwianie z jego szczytu rozległych widoków na cały Kraków, Lasek Wolski i nawet Beskidy z dumną Babią Górą. Z kopca podążyliśmy w kierunku nieodległego Fortu Benedykt i kościółka św Benedykta. Tu XI-wieczna świątynia sąsiaduje przez płot z XIX fortem w typie Baszty Maksymiliańskiej.

Dalej ulicą porucznika Antoniego Stawarza (była okazja do przypomnienia jego udziału w wyzwalaniu Krakowa w październiku 1918) przeszliśmy na Rynek Podgórski. Po krótkiej przerwie na kawę skierowaliśmy się do panującego nad Rynkiem kościoła św Józefa. To ponadstuletnie dzieło Jana Sas Zubrzyckiego zachwyca monumentalną architekturą neogotycką i konsekwentnie w tym samym stylu wyposażonym wnętrzem. Ciekawe jest również najbliższe otoczenie świątyni z Golgotą Podgórza rzeźbioną przez prof. Wincentego Kućmę.

Kolejnym punktem naszego programu był spacer po Parku im Wojciecha Bednarskiego –wyspie spokoju w miejskim zgiełku. Przyjemna pogoda zachęcała do spaceru, mimo braku zieleni. Oprócz rodzin z dziećmi i naszej grupki z ciepłego, słonecznego dnia w parku korzystały także wiewiórki. Wkrótce doszliśmy do zabudowań krakowskiego ośrodka TVP i zaczęliśmy schodzić z grzbietu Krzemionek. A tuż poniżej zatrzymaliśmy się przy kościele Redemptorystów pod wezwaniem Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Ta świątynia, również zbudowana według projektu Jana Sas Zubrzyckiego nie porywa tak jak poprzednia.

Po przejściu przez Plac Niepodległości i znów przez Rynek dotarliśmy wkrótce do Placu Bohaterów Getta. Była tu okazja do opowieści o tragicznym losie krakowskich (i nie tylko) Żydów w czasie II Wojny Światowej.

Ostatnim punktem naszej drogi przez Podgórze była Cricoteka. Po muzeum poświęconym Tadeuszowi Kantorowi oprowadziła nas bardzo fachowo miejscowa przewodniczka przedstawiając drogę twórczą tego wyjątkowego artysty, rozwój jego koncepcji i podejścia do sztuki. Spotkanie z tą twórczością nie pozostawia nikogo obojętnym. Mieliśmy także możliwość zapoznania się z wystawą czasową twórczości Marii Jaremy.

Potem przez kładkę Bernatka z grupą balansujących „między wodą a niebem” akrobatów (dzieło Jerzego Kędziory) przeszliśmy na Kazimierz i dalej Stradomską i Grodzką do Rynku Głównego. Tu była ostatnia już przerwa na kawę a potem już tylko powrót do domu.

To była kolejna ciekawa wycieczka w pięknym dniu do wspaniałego Krakowa.

KP.

Przewodnicy PTTK dzieciom

Rydlówka 06.02.2019

Przewodnicy zrzeszeni w chrzanowskich Kołach Przewodników zorganizowali i przeprowadzili wycieczkę w ramach akcji „Przewodnicy PTTK dzieciom” prowadzonej w tym roku pod hasłem „Śladami Stanisława Wyspiańskiego w Małopolsce”.

W akcji uczestniczyło 38 dzieci z dwoma opiekunkami (zgłoszonych było 48 dzieci i 3 opiekunki, ale z różnych względów część ze zgłoszonych nie mogła wziąć udziału) oraz dwóch przewodników: Kazimierz Pudo i Jan Oczkowski.

Uczestnicy przejechali do Rydlówki w Bronowicach Małych (Oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa), gdzie prowadzeni przez miejscowego przewodnika zapoznali się z historią tego miejsca, ze szczegółami dotyczącymi przebiegu wesela Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną oraz powstania i premiery zainspirowanego przez nie słynnego dramatu Stanisława Wyspiańskiego, wreszcie z najważniejszymi uczestniczącymi w nim postaciami: Stanisławem Wyspiańskim, Lucjanem Rydlem, Włodzimierzem Tetmajerem i gośćmi weselnymi. Przewodnik opowiedział o młodopolskiej „chłopomanii”, o sytuacji społecznej i politycznej w Krakowie przełomu wieków, o wciąż żywej, lecz skrępowanej niemocą nadziei na odzyskanie niepodległości.

Po zakończeniu wizyty w Rydlówce uczestnicy przeszli na cmentarz Bronowicki, gdzie nawiedzili groby kilku osób uczestniczących w pamiętnym weselu: Włodzimierza i Anny Tetmajerów (Gospodarz i Gospodyni) oraz Mikołajczyków, między innymi Jakuba (Kuba).

Na zakończenie wycieczki uczestnicy otrzymali poczęstunek, między innymi jabłka, rogaliki, batony, soki owocowe. Była też herbata i kawa (dla dorosłych).

Dzięki dotacji otrzymanej z Urzędu Marszałkowskiego uczestnicy nie ponieśli kosztów przejazdu, poczęstunku, wstępu do muzeum. Chrzanowscy przewodnicy zorganizowali i prowadzili wycieczkę społecznie.

Kazimierz Pudo.

Zielony Staw Kieżmarski 03.02.2019

Termin pierwszej wyprawy w Tatry w tym roku został zmieniony ze względu na wyjątkowo obfite opady śniegu w styczniu, co spowodowało duże zagrożenie lawinowe. No i bardzo dobrze. Ta niedziela, kiedy tam pojechaliśmy była piękna – przynajmniej w Tatrach, bo w Chrzanowie było mglisto i wieczorem nawet dżdżysto.

Ale my wczesnym rankiem wyjechaliśmy z Chrzanowa i w miarę szybko dotarliśmy do wylotu Białej Wody Kieżmarskiej. Zastaliśmy tu sporo śniegu ale droga była przetarta i szło się dobrze, szczególnie, jeśli ktoś miał coś pod butami (wystarczały skromne raczki). Ponieważ czasu mieliśmy sporo, pogoda i warunki były dobre, Tomek zaproponował przejście dodatkowo do Białego Stawu Kieżmarskiego. Byliśmy tam ostatnio w maju ubiegłego roku, ale miejsce jest piękne a wtedy było zupełnie inaczej – prawie bezśnieżnie, więc prawie wszyscy chętnie przystali na propozycję. I tu zaczęły się atrakcje: ścieżka w tym kierunku była nieprzedeptana. Szczególnie fragment ostrzejszego podejścia wymagał sporego wysiłku. Tomek próbował znaleźć ochotników na torowanie szlaku, ale nie pchali się, więc sam to robił – młody, dał radę.

Nad Białym Stawem (zupełnie dosłownie białym, bo zasypanym śniegiem) zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, by podziwiać widoki od Małego Kieżmarskiego Szczytu po Jatki. Widać było kilka miejsc, gdzie na stokach zeszły lawiny gruntowo-śnieżne. W ogóle było pięknie. Był czas dla fotografów, dla zgłodniałych i spragnionych (to z własnych zapasów). I wreszcie ruszyliśmy dalej – w stronę Zielonego Stawu.

Wkrótce dotarliśmy do zlokalizowanego nad nim schroniska. Tu była dłuższa przerwa, by można było skorzystać z oferty schroniskowej kuchni. Przebojem były olbrzyyyymie buły na parze, obficie polane roztopionym masłem, grubo posypane cukrem – pudrem, proszkiem kakaowym i cynamonem. Wspaniałe danie dla maksiłasuchów – istna bomba kaloryczna. Ale po intensywnym przejściu pozwoliłem sobie … i dałem radę (a nie wszystkim to się udało).

Potem pozostało nam zejście – też przyjemne. Tylko musieliśmy się oglądać za siebie, żeby w porę zejść z drogi przed zjeżdżającymi ze schroniska narciarzami. Ale obyło się bez problemów. No i na sam koniec – powrót do Chrzanowa, który powitał nas drobnym deszczem.

Jednak w górach jest wspaniale, nawet zimą.

KP.

Częstochowa 06.01.2019

Częstochowa jest warta odwiedzin, oczywiście przede wszystkim ze względu na Sanktuarium Jasnogórskie, ale nie tylko. Tak więc na początku roku wybraliśmy się właśnie tam.

Rozpoczęliśmy od Jasnej Góry. Spacer po wałach obronnych, kilka zdjęć przy armatach i wkrótce nadeszła pora na mszę w Kaplicy Matki Bożej. Potem był jeszcze czas na zwiedzenie Sali Rycerskiej, Golgoty jasnogórskiej, Skarbca, Arsenału, Muzeum 600-lecia.

Z Jasnej Góry przejechaliśmy pod bramę Muzeum Produkcji Zapałek. Pod kierunkiem bardzo kompetentnych pracowników Muzeum zapoznaliśmy się z linią produkcyjną, obejrzeliśmy unikatowy film nakręcony podczas pożaru fabryki w 1913 roku, podziwialiśmy ekspozycję rzeźb z jednej zapałki Anatola Karonia i bogaty zbiór etykiet zapałczanych i wreszcie mogliśmy kupić pamiątki (nie tylko zapałki). To bardzo ciekawe i wyjątkowe miejsce.

Po wyjściu z Muzeum weszliśmy do archikatedry Świętej Rodziny, gdzie trwała msza św przed tradycyjnym Orszakiem Trzech Króli.

Kolejnym punktem naszego programu było zwiedzenie Parku Miniatur Sakralnych. Prowadzeni przez dysponującego bogatą wiedzą miejscowego przewodnika podziwialiśmy miniatury najpiękniejszych świątyń z Ziemi Świętej, Portugalii, Hiszpanii, Francji, Włoch, Niemiec, Austrii, Bośni i Hercegowiny, Turcji i Armenii. W czasie nieco ponad godziny można tu odwiedzić najwspanialsze budowle sakralne z Europy i nie tylko.

I to był koniec programu tej wycieczki. Jeszcze tylko przystanek przy placówce popularnej sieci fast foodów i już wracaliśmy do Chrzanowa. Dzień był mroźny, ale wycieczka była ciekawa, z bogatym różnorodnym programem.

KP.

Powitanie Nowego Roku

Hrobacza Łąka* 01.01.2019

Począwszy od 2012 roku wyjeżdżamy witać Nowy Rok w górach. Tym razem zaplanowaliśmy odwiedziny w schronisku na Hrobaczej Łące. W Chrzanowie z rana było niezbyt ładnie: chmurno i wilgotno ale w górach mieliśmy nadzieję zastać nieco lepszą pogodę. I rzeczywiście, kiedy dojechaliśmy na Przełęcz Przegibek, okazało się, że wokół jest białośnieżnie. Ruszyliśmy niespiesznie (niektórzy czuli w nogach nocne tańce) w górę. Wkrótce dotarliśmy do Gaików (808) i tu weszliśmy na czerwono znakowany Mały Szlak Beskidzki. Potem przez Groniczki (833) i Przełęcz u Panienki doszliśmy na Hrobaczą Łąkę. Po drodze spotkaliśmy kilka osób, które podobnie jak my postanowiły powitać Nowy Rok w górach. Niebo było zachmurzone, ale ośnieżony las i tak prezentował się pięknie.

W schronisku poniżej szczytu Hrobaczej Łąki usiedliśmy na dłuższą przerwę. Były życzenia pomyślności w Nowym Roku, symboliczna lampka szampana, ciasteczka, był czas na kawę, herbatę czy nawet zupę, jeśli ktoś zgłodniał. Obiekt, który przed dwoma laty bardzo ucierpiał skutkiem pożaru został już uruchomiony i prezentuje się bardzo dobrze, choć jeszcze nie wszystkie prace zakończono.

Po przerwie opuściliśmy gościnne progi schroniska, by zmierzać w stronę mety naszej trasy. Nadal czerwonym szlakiem zeszliśmy do zapory w Porąbce, gdzie czekał już na nas busik. Ostatni fragment trasy był nieco mniej przyjemny bo na mniejszej wysokości śnieg topniał a potem pojawiło się błoto i towarzyszyła nam drobna mżawka. Ale i tak ten dzień w górach sprawił nam sporo przyjemności i był dobrym rozpoczęciem roku.

*Używam tradycyjnej nazwy przez H, choć według Państwowego Rejestru Nazw Geograficznych powinno być Ch.

KP.